Jej życie straciło sens. Na domiar złego jej wcześniejsza niezdarność wyraźnie się
zwiększyła. Ciągle wpadała na doniczki z kwiatami albo potykała się o dywany. Barry
pogarszał jeszcze jej stan, bez przerwy zwracając na to uwagę, żartując z niej w niewybredny
sposób i obrzucając ją wyzwiskami.
W końcu przestała reagować. Jej poczucie własnej
wartości stało się tak niskie, że już się nawet nie broniła.
Próbowała uciec. Ale zawsze ją znajdował…
Barry wspomniał kiedyś, że jego matka, Tina, kontrolowała go przez całe życie. Być
może jego słabość miała źródło w jej dominacji i braku ojca.
Coraz częściej pił. Nie krył się już nawet ze swoimi zdradami. Był też jednak mniej
zainteresowany dręczeniem żony. Aż do dnia poprzedzającego dzień wypadku, w którym
zginął. Coreen dostała wówczas kartkę od Sandy z życzeniami urodzinowymi. Widniał na
niej również podpis Teda.
Barry na jego widok wpadł w szał. Upił się i w nocy rzucił się na
Coreen z nożem… Przygniótł ją całym ciężarem na kanapie i zagroził, że poderżnie jej gardło.
Nagły szum głosów wyrwał Coreen z zamyślenia. Otrząsając się ze wspomnień, wróciła
do teraźniejszości.
Jej wzrok spoczął na wielkim dę-
bowym biurku, za którym siedział notariusz. Uświadomiła sobie, że właśnie kończy
odczytywanie testamentu Barry’ego.